|
|
@ koszyk
@ jabłka
MUZYCZKA :) Musica latina wszelkiej maści do wyboru do koloru
MOJE ZDJĘCIA. mój Meksyk
SAAALSA!!!! El Salsero Polski Portal Salsowy Salsa Libre Esalsa
NOWE ODKRYCIA BaśniowoMagicznie
Caballeros Bo lubię mądrych Facetów :) Ktoś Kto Powinien Więcej Pisać.. :) Matka Jego Dziecka OjcowoSynowo Samotari Nierealny? Meski Punkt Widzenia
Czytane zawsze i niezmiennie Matka Wiedźma La Maestra de la Palabra Dusza Prawie Bliźniacza Dziewczynka Którą Lubię Esperanza Fiolka
Bezpośrednio (s)Krzynka Pocztowa
skrótem do samej siebie skrót :)
U nich bywam Odwiedzamy się :) Ingela Femme Wiga Haniuta Marihuana. Joanna 28.. Dama Pik Autoterapia Barbarella
@ ogryzki
2008 lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 listopad wrzesień czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2006 grudzień październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec
***** design by
malowanyblog
***** image by thaUrban from deviantart.com
|
|
2008-07-17 20:24:37
duzo czasu mineło...
.. od mojej ostatniej notki ..duzo tez sie wydarzyło, przede wszystkim wróciłam do szarej rzeczywistości...
reszta pobytu w Rio, mimo że wypełniona praca, była przemiła... praca w biurze z miłymi ludzmi, powroty z kimś kto lokalnie zajmuje sie tym co ja tutaj i kto stał się bliską znajomą w bardzo szybkim tempie... no i wzrastająca fascynacja..kimś kto na tamte warunki być może nie jest cudem boskim, ale ... dla mnie jest.. Nie potrafie tego wytłumaczyć, własciwie dawno, jesli nei nigdy w dorosłym zyciu nie zdarzyło mi się coś takiego, po pierwsze jakaś taka fascynacja znienacka, i dziwne acz niemożliwe do pokonania wrażenie że jest w jakimś stopniu odwzajemniona, mimoiż w żaden oficjalny werbalny sposób nie zostało to wyrażone...
Weekend był Boski , wraz z rodziną mojej lokalnej koleżanki , czyli mężem i dwiema córkami, zwiedzalam Rio, z przygodami zreszta np w postaci psującego się w połowie drogi na Corcovado bondinho ( czyli tramwajka, generalnie należy sie przyzwyczaić do zdrobnień, skoro można zdrobnić dziękuję... to już chyba wszystko mozna zdrobnić)i , ale ogólnei było super o na przyklad tak
w sobote juz po wjechaniu na Corcovado ..
i Tak :
a nastepnego dniaw drodze na Pao de Acucar tak :
oraz tak :
a ogolnie codzien rano na zimowej plazy w Barra da Tijuca tak:
ciag dalszy zdjec nastapi...
bo był i mecz na Maracana, i w koncu była ostatnia imprezka, kiedy to okazało się że czasem kiedy się znienacka kogoś pocałuje ( nie mogąc już się powstrzymać) zamiast zdziwienia można napotkac pełną aprobatę i odnieść wrażenie, ze druga strona czekała na to z utęsknieniem... i że noc mimo że zamienia się powoli w dzień może jednak przyjąć zupełnie inny obrót niz na to wcześniej wyglądało.
Tylko teraz trudno zapomnieć ..
I może się też okazać że jednak człowiek mimo doświadczenia i trzeciego + na karku nadal potrafi się zakochać w najmniej logiczny sposób.
Nie wiem czy na szczęście..czy niestety...
skomentuj (5)
2008-06-03 14:58:22
dzeinnik z podrozy....czesc pierwsza
Notka I - 01.06.2008 A wiec jestem w Brazylii..Tak, wiem ze nic nie pisałam, ze jadę... Ale jestem...Wreszcie poraz pierwszy od dawna lecialam samolotem, co uwielbiam, i trwało to 11 godzin, wiec uuuahh, nawet sąsiad Niemiec zaśmiewający się ( w glos) z jedynego filmu, jaki zdołał, biedactwo, pojąc bez niemieckiego, czyli...Którejś z kolei wersji Asterixa.. No cóż, nic dodać nic ująć, ale nie zepsuł mi dzikiej rozkoszy, jaka było lecenie samolocikiem aż 11 godzin... wiem zboczona jestem, ale uwieeeelbiam ;) Samolocikiem, tez dowcip, samolocik był boeingiem 747 i miał dwa pietra, wiec oczekiwanie n abagaz już po przylocie trwało godzinę.... Przerażające, zwłaszcza dla kogoś, kto wie ze a) może się wcale nie doczekać, bo znajomym bagaże ginęły na trasach bez przesiadek, a ja miałam w sumie dwie, tak wiec mój bagaż podobnie jak ja leciał trzema samolotami ( pocieszające było to ze w moim bagażu podręcznym były reprezentacyjne ciuchy na zmianę - b) czeka na mnie kierowca, który ma mój telefon, co prawda, ale może wcale nie chce go użyć??? może chce, ze względu, na chorosc wielka godziny przylotu, odjechać do domu smacznie sobie chrapnąć??na szczęście czekał. i był miły i mówił dobrze po angielsku, i biedulka usiłował mnie "oprowadzać" a lalo taaak, ze w całej drodze do peryferyjnej dzielnicy nie widziałam za wiele...no, poza największą favela Rio, Rosinha, która świeciła na wzgórzu nad... jedna z najbogatszych dzielnic Sao Conrado... ciekawostka dropsa...Potem uslsyzalam od mojej lokalnej współpracującej ciekawostkę o zagranicznej żonie jednego z ich pracownika... która widząc te wlasnei dzielnice biedy, największą w całej Ameryce łacińskiej,zachwycała się, "jakie piękne światełka, wygląda jak BOZONARODZENIWOA CHOINKA " Chyba tylko Amerykanka mogła cos takiego powiedzieć o dzielnicy gdzie w domach skleconych jeden na drugim z tego, co wpadnie w ręce mieszka?.... ludzi... i gdzie mówiąc patetycznie rządzi przemoc, co można było dobitnie zobaczyć w Cidade de Deus.Rio przywitało mnie deszczem, co sprawiło ze przespałam cala niedziele, ale dopiero po śniadanku, na które złożyła się masa pyszności...moi faworyci to: 1) pao de queijo - malusie buleczunie, niewinnie wygladajace jak zwykle buleczunie, ale po ich nadgryzieniu natrafiamy na ser w środku!!! ma się wrazenei ze zostały upieczone z serowej maki , bo nie maja żadnych grudek, po prostu ..nie do opisania, rewelacja2) owoc, na który zdecydowałam się po lekkim wahaniu, bo wyglądał właściwie jak pomarańczowy pomidor, i nie byłam pewna czy chce go kombinować z mango, papaja ( tu się nazywa mamao)guayaba i melonem, ktore uprzednio spiętrzyłam sobie na talerzyku.. no i dobrze ze spróbowałam, bo był pyszny - słodki i soczysty, niestety nie wiem jak się nazywa, jak się ośmielę to zapytam...3) sok z arbuza i ananasa - naturalny, rozcieńczony tylko woda, pyyyyycha.... Kolejna przygoda było poszukiwanie bankomatu - jako ze nie miałam żadnej gotówki zagranicznej a tylko i wyłącznie Nowe Polskie Złote, wieeec... trza się było po pierwsze dopytać ( na szczęście wszyscy kumają po hiszpańsku, wiec nie mam problemów), po drugie mięć szczęście w postaci bankomatu akceptującego moja polska Vise electron..oba szczęścia się do mnie uśmiechnęły, roczny kurs portugalskiego tez się przydał, bo to ze rozumeija po hiszpańsku nie znaczy ze po hiszpańsku odpowiadają... o niee, odpowiedaja po portugalsku, w kilku już sytuacjach przekonałam się ze znajomość hiszpanskeigo by m nie pomogła...A lokalna kasa była konieczna by dojechać do miejsca pracy... udało się dojechałam, i wreszcie glosy stały się twarzami, a identyfikatory widniejące przy zmianach systemowych okazały się być sympatycznymi dziewczynami...Okazało się tez, ze w sumie rozumiem 80 - 90 % tego, co się do mnie po portugalsku mówi!!! Odpowiadam po hiszpańsku i jestem rozumiana, wiec nie jest tak źle. Męski glos, który stal się nagle facetem, jest miły, przynosi mi słodycze i wodę i kawę i w ogole..ma w sobie cos fajnego, w sumie chciałabym żeby przyjechał do Polski. Dzis sie pytal co zamierzam robic wieczorem, hmm, moze trzba bylo sie wdziecznie usmiechnac i powiedziec ze czekam na jego propozycje ?? :) może jutro ... A teraz musze iscspac, bo konca wieczoru dopelnila jazda przez Rio z kierowca wariatem, ktory gadal przez komorke , i momentami nie trzymal kierownicy zadna reka, a to ze trzymal jedna bylo standartem, no i pedzil nie wiem ile na godzine ale bardzo bardzo duzo, bo nie pamietam zebym tak szybko ostatnio z kims pedzila, i to w dzikim tlumie innych aut, mowiac szczerze byly momenty ze czulam sie jakby powiedzenie zobaczyc RIo i umrzec mialo za moment zaczac mnie naprawde dotyczyc... a jako ze tu jest juz prawie 9 ta, a w Polsce prawie druga, wiec juz musze isc spac...obudze sie pewnei okolo 5 jak i dzis... mam nadzieje ze bez nowych komarzych sladow, cala kleje sie juz od repelentow, ale zobaczylam na sobie trzy,a w obliczu denge, na ktora nei jestem szczepiona, a ktora trwa i swiadcza o tym reklamy w telewizji, skierowane do wszystkich, miedzy innymi dzieci , no i roznosza ja komaaaryy. coz , mam nadzieje ze jutro nei obudze sie z bolem za oczyma, goraczka i w ogole ufam ze edzie super, skoro chmury sie rozeszly i widac bylo piekny zachod slonca....
skomentuj (2)
2008-05-24 13:17:33
właściwie to jestem silna...
..uzmysłowiłam sobie to wczoraj, podczas krótkiej i w sumie pozbawionej treści rozmowy z dawną znajoą, która odstatnimi czasy opowiadała mi tylko o tym jaka jest nieszczęśliwa, jak los ciężko ja doświadcza i jak jej maąz/były mąż ja okropnei traktuje i znęca się nad nia...( psychicznie oczywiscie)..o branych lekach i niemożności funkcjonowania bez nich...
Od czasu jakiegoś już się nie odzywa i w sumie byłam zdziwona , więc zaczepiłam ją sama ostatnio, no i cóż, wszystko jasne, w miedzyczasie znalazła sobie parę...
I tak zupełnie nagle stalo sie dla mnie jasne , jakie szczęście w sumie mam.
Umiem być sama.
Nie nie powiem, że tylko tego pragnę że faceci są do bani i ze wystarczy wibrator. wibrator dobra rzecz ale nie przytula, nie całuje, nie pieści tak że dreszcze przenikają kobiecie...to i owo, nei szepcze do ucha...do tego bezapelacyjnie niezbędny jest mężczyzna, a ja mimo przyobserwowania u siebie pewnych zapędów z lekka feminizujących uważam jednak że faceci bywają fajni i potrzebni.
Ale czasem ich nie ma, i cóż moge powiedzieć, cieszy mnie umiejętnosć funkcjonowania w takich warunkach
zdziwiona jestem, w sumie, wyzej wspomniana jest osobą w obiegowej opinii bardzo atrakcyjna, taki ideal naszych czasów, 48 kg przy 175 wzrostu, dbajacą o siebei i swój image i makijaz i inne, ogólnie fajna laska... Nigdy patrząc na taka osobę z boku nie pomyślalabym że w tak wielkim stopniu zależy od tego czy ma się na czyim ramieniu uwiesic czy nie...
.moze błednie ale wychodzę z założenia, że skoro umiem funkcjonować sama, to i z kiś pewnie by się dalo, a skoro sama czułabym się źle bedąc dla kogoś JEDYNYM sensem życia i motorem do działania ( Rany boskie,nie znioslabym tej odpowiedzialnosci) no to nie chcę zeby mój partner tym wlasnie był...
I tu pojawia się wątpliwość... ale pozostane przy mojej wersji bo uwazam ze bycie wsparciem i opoką dla partnera nie musi od niego wymagac zamiany w roślinę pnącą nie funkcjonującą bez tego oparcia ... nie wiem, jak dla mnei to prowadzi do kopletnego braku szcunku na jakims etapie, nie chciałąbym moc o kims myśleć - 'TAAA ON I TAK BEZE MNIE NIE FUNKCJONUJE WIEC MOGE Z NIM I JEMU ZROBIC CO ZECHCE I TAK SIE NEI ZBUNTUJE>>NAJWYZEJ SIE ROZPLACZE "
Jest w człowieku jakąś tak dosć paskudna cecha, która czasem powoduje złoścliwe i okrutne reakcje na słabość... niestety, pamiętam siebie i człowieka który bezgranicznie mnei podziwiał, kiedy ten podziw wyrażał, przyjmowalam go jak nalezny mi hołd... i coraz mneij go szanwoałam, nei kryjąc tego wcale..taki rodzaj eksperymentu - jak daleko moge się posunąć w byciu zołzą? czy on kiedys w końcu powie - hej babo, a co Ty własciwie sobie wyobrazasz????
skomentuj (0)
2008-05-11 15:01:26
mix wiosenny
Za oknem śpiewają mi jak szalone rózne ptaszydła, świeci słoneczko , zielony bób ( z mrożonki) bulgocze sobie w kuchni...
Wiosenna samotność wbrew moim obawom okazuje sie inna niż w poprzednich latach.
Nie martwi. Jakos nie brakuje towarzysza do zachwycania się, choć zawsze brakowało.
chyba do tego po prostu tez juz przywykłam. Nie wiem czy się cieszyć, bo gdyby mnie to martwilo, może zmusiłoby mnie to do..jakiegoś otwarcia się...
A tak, zdaję sobie perfekcyjnei sprawę że mam napisane gdzies, w całej postaci - odwalcie się, nie jestem zainteresowana.
I to nie jest dobrze, bo jeśli chcę kogoś spotkkac jeszcze w tym życiu ( a chyba chce), to dobrze byłoby mieć w sobie i widoczny na zewnątrz inny przekaz.
Byłam u pani psycholog. Nie zebym strasznie wierzyla w to ze to coś pomoże ( niestety), ot tak, zobaczyc czy powie mi to co spodziewalam sie ze mi powie.
No i tak właśnie było. Dzieciństwo, brak wzorcow normalnej rodziny, niewiara w mężczyzn, przekonanie ze musze radzić sobie sama
Powiedziała że kobiety z natury są bierne.Miałam ochote ją trzasnąć, szczerze mowiąc.
Bierne?? Ja bym powiedziała ze to właśnie my dźwigamy na sobie główny ciężar życiowy w związkach.
ale jej chyba chodzilo o to ze ja jestem za silna, ze nie pozwalam sobie na słabosć, a raczej ze nie chce sobie pozwalać..
nie wiem. chyba tez i o to że to jest .... bardziej kobiece... takie robienie z siebie sierotki, nawet kiedy sie nią nie jest..Być może.
A rownoczesnie kaze mi sie cenić za to co osiągnęłam...ale ja wlasnie dlatego to osiagnelam, bo postanowilam sobie kiedys ze pokaze wszystkim dookola ze moge !!!
Teraz jakos tak...rozjechały się moje znajomosci studiowe ( z poprzednich studiow). Dziwie się bo byłam przekonana,ze jedna z tych znajomosci to cos naprawde waznego, przyjaźń... Co prawda juz raz był taki kryzys miedzy nami, spowodowany powiedzmy faktem iż nie potrafiłąm dzielić radosci z zakochania, poniewaz obiekt zakochania był mi znanym i kkompletnie jakos.. nie skłaniającm do radości...( moim zdaniem oczywiscie)..Ale poprawiło się i była to zasługa drugiej strony która w momencie rozjechania sie komletnego zawalczyła o to i chwała jej za to..
Teraz natomiast.. spedzilam wczoraj z nimim godzine i meczylam sie bo nie było o czym gadać. Moja praca nie jest dla nich interesujaca, studia raczej tez nie, a nie mam teraz innych tematów, taka prawda..
nie przezywamy nic wspolnie i przez to jakos tak..sie to rozjezdza. ale mam znajomych z ktorymi nie mam kontaktu bezposredniego, czasem przez bardzo długi czas, ale jakos w niczym to nie przezkadza.
Chyba racje ma moja długoletnia przyjaciółka, twierdząc ze te prawdziwe przyjaznie opieraja sie na tym ze łączą nas nie wspolne zdarzenia w ktorych uczestniczymy, ale cos ponad, cos bardziej mentalnego...
skomentuj (0)
2008-04-06 19:11:16
Dziecinne lata..
Przypomnialy mi się dzisiaj, kiedy rano przygotowywujac się do wyjscia na basen usłyszałam za onkem gruchajacą synogarlicę.. aż się zatrzymałam i przypomniałam sobie te czasy daaawno temu., kiedy byłam mała.to takie zabawne, człowiek niby dorośleje, i niby staje się inny al w środku jest nadal taki sam.... nie czuje wcale ze sie jakos bardzo zmienilam.. może trochę stwardniałam, wyzbyłam sie pewnych lęków, staram się życ tylko dla siebie nie martwiąc się co ludzie powiedzą..
miałam weekend pelen ludzi.
w nadmiarze.c
zasem niestety osoby z ktorymisi espotykamy na codzień stają się z jakiegos powodu bardzo męczące..i nie jest to ich wina.Ot po prostu przesyt i nagle żarciki kolezanki ze śmiesznych robią się wkurzające i głupie.
chyba jednak należy to przeczekac.
Dlaczego tak bardzo denerwują mnie osoby w moim toczeniu, ktore powtarzając ciagle te same schematy, z takim samym zdziwieniem łzami i cierpieniem podchodza do zakończenia scenariusza, które bylo wszystkim znane??
Może za bardzo przypominają mi mnie, a może jednak wymagam od nch zeby im też tak jak mnie udało sie osiągnąć to , ze przynajmniej jesli juz cos stanie sie tak jak zawsze, mimo iż w załozeniu tym razem mialoby być inaczej, to po prostu muówi się trudno i idzie sie dalej do przodu..
nie wiem.
skomentuj (1)
2008-03-24 20:33:05
Uczę się pisać na nowo....
Pół dnia spędzony na sprzątaniu ZNOWU. Obłęd.
Pół życia spędzam na kondensowaniu moich larów i penatów ( lub też PENATENÓW jak mówią niektórzy) coby zajmowały jak najmniej miejsca moim mikropokoiku..
Lubię to miejsce.Lubie tak jak teraz siedzieć sobie w ciepłym krążku lampy, z olejkami zapachowymi parującymi z dzbanuszka, kawą z cynamonem jak zawsze i z cukrem trzcinowym z Ekwadoru. Tak a propos, fajna sprawa, jeśli macie Bomi niedaleko, polecam zakupy z serii Fair Trade - wspierają małych przedsiębiorców z krajów, w Których, niestety,rządzą zachodnie monopole..Jakoś nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, dopóki nie zaczęłam moich aktualnych studiów nie uzmysłowiłam sobie wielu rzeczy.. Zaczęło się od wizyty w Meksyku, mimo iż kolega Tamtejszy lewicowy nie był, być może ze względu na o ze stanowił klasę średnią, którą się tamże troszkę dziedziczy...Ale mimo wszystko jego podejście do Stanów Zjednoczonych nie było nazbyt pozytywne... Wspomniał kilka razy, że wszystko, co przynosi w Meksyku zysk prędzej czy później przechodzi w amerykańskie ręce...Mają tam po prostu tanie ręce do pracy i mnóstwo różnych surowców...
Tak czy owak, jeśli możecie, popierajcie. ( rany Juulek, na starość staje się agitatorem)
Jakoś natrafiłam na kolumbijski serial - Sin tetas no hay paraiso - czyli, Bez cycków nie ma raju...
Zaczęłam oglądać, bo zakochana jestem na maksa w dwu akcentach mojego drugiego języka, w którym gadam sama do siebie i sama sobie robię wyrzuty, czyli hiszpańskiego - otóż) Kubański B) Kolumbijski..
No i tu mam full kolumbijski.
A oprócz tego materiał do przemyśleń, jak to jest być kobietą tam.
Wiem już, co nieco z książek w temacie, ale takie seriale właśnie dają do myślenia... Z jednej strony, jest się zawsze ta słabą, która w sumie zależy od mężczyzny pana domu, i niekoniecznie jest to mąż, równie dobrze może to być syn, kiedy maż zniknie, lub tez nigdy go nie było... Z drugiej strony, ma się na głowie utrzymanie domu i tradycyjnie, co najmniej jednego dziecka
.. Jeśli córka, duża szansa ze stanie się prepago ( pre paid inaczej mówiąc), czyli że będzie się puszczać za pieniądze, zakupy, ciuchy, komórki etc..., Jeśli syn albo szansa na wciągniecie w narkobiznes, albo na zostanie sicario, czyli gangsterem i, prędzej czy później, śmierć.
Zawsze zadziwiało mnie podejście do prostytucji..Obserwowałam to już na moich znajomych Latynosach tutaj...Dookoła znajomych muzyków kręciły się i kręcą dziewczęta różnej proweniencji, i kiedyś okazalao sie ze jedna z jakichś dawnych czyichś dziewczyn,matka dziecka zresztą, pracuje na Śląsku w agencji....Dla mnie dość szokujące, a dla nich..No cóż, powiedział któryś, musi się jakoś utrzymać, skoro nic innego nie umie..Bez cienia pogardy, rzeczowo...Inny, który potem zaczął z nią być, powiedział nawet coś zaskakującego - wiesz, zdobycie kobiety tego pokroju jest trudniejsze niż innych, NORMALNYCH... U niej zdobycie ciała NIGDY nie łączy się ze zdobyciem UCZUĆ, je trzeba zdobywać inaczej..
Przypomniaalm sobie te słowa oglądając Sin Tetas... Ale nie mogę się jednak pozbyć wrażenia ze inne podejście do prostytucji wynika też z instrumentalnego traktowania kobiet.Oczywiście, generalizuję tu bardzo , bo nie wszyscy są tacy , ale, jednak ...to jest właśnei kontynent na którym robi się najwięcej operacji plastycznych... Jak tytułowe Tetas , bez których nei można się dostać do raju ( w tym przypadku, nie można znaleźć klienta, jeśli jest się zbyt plaską tu i ówdzie...) .
Przygnębiajace...Nawet pada w którymś momencie zdanie z ust głównej bohaterki, sfrustrowanej brakiem wydatnego upiersienia " ale podobno w Europie wszystkie sa takie jak ja, bez cycków ..." na co słyszy " ale czy tu jest Europa? nie , mihijita, to Kolumbia"...
Tak więc, moż nalezy sie cieszyc, ze w naszym kraju jest jednak inaczej?
A może nie jest?
Może po prostu niewielu facetów głośno o tym mówi?
skomentuj (1)
2008-03-23 23:23:21
Brak umiejetnosci lapania mysli
Ostatnio daje mi się we znaki.
Właściwie nie ostatnio a już od dawna..
Kiedy siadam tu i chcę coś napisać właściwie za każdym razem przekonuję się, że nie ma o czym..
Dni płyną od poniedziałku do piątku i w zależności od tego, który to tydzień potem jest albo piatkowowieczorne lenistwo albo pociąg i stolica i moja Droga Warszawska Gospodyni, cieple kochane mieszkanko, gdzie użycza mi gościny, mimo iż w sumie się prawie nie znamy...
Lubię te weekendy na uczelni, złapałam się ostatnio na myśli, że kiedy już skończę te studia ciężko będzie, już w ogóle BEZ TREŚCI i BEZ ROZWOJU... CO potem? Podyplomowe? Myślałam o zarządzaniu zasobami ludzkimi, głownie w związku z aktualną pracą, ale.. Nie wiem. Korporacja to chyba nie miejsce dla mnie. Mój cholerny idealizm dostaje po łbie dzień w dzień, raz po raz przekonuje się ze jestem albo z innej planety albo z innej epoki.. Nie potrafię zamiast pracy zajmować się robieniem dobrego wrażenia,nei potrafię tez wyzbyć się uczucia ...
Szukam ... Wsparcia. W tej oswojonej, co prawda,ale jednak samotności. Staram się uczyć nie prywiązywac wagi do spojrzeń słów wrażeń.
Chciałabym być facetem. Patrzę na moich znajomych i widzę o i ile jest im łatwiej.Facet, z którym w przerwie między małżeństwem z miłości a małżeństwem dla papierów zamotałam się w chwilowe spotkanie dwóch samotności i dwóch wyposzczeń, a z którym udało sie powrócić do układów przyjacielskich + ( ten plus to pewna seria pewnych smsów, które niemal zakończyły się wspólną nocą, tym razem byłoby to spotkanie głodu czułości i bliskości z chęcią odmianki, więc dobrze, że orkan Emma zatrzymał kolegę w drodze z innego miasta)mówi, że... Nie nadaje się chyba do związków, takich na prawdę, bo po pewnym czasie...SIĘ NUDZI..
Chyba wołałabym żeby mi się nudziło,niż zapadać w relacje tak mocno ze potem trudno wrócić do normalności czylisamotności.
Wiele razy myślałam już, co ze mną nie tak, ale nie wiem, nie jestem zdesperowana, nie jestem kobieta bluszczem...
Nieprawda
wiem.
Po prostu, mimo licznych deklaracji i trzymania oficjalnego frontu ze wiem ze jestem wartościowa i mam wiele do zaoferowania, wcale się tak nie czuję.
Chyba najgorzej jest mieć świadomość swoich błędów i nie umieć ich zwalczyć. Jestem świetna w dawaniu dobrych rad, ale sama ich nie potrafię przećwiczyć na sobie...
No taa, znów zajebisscieoptymistyczna notka, a o dziwo, wcale nie mam doła.Rzadko miewam doły.DOły to EMOCJE a z tymi ogólnie ciężko. Jedne z nielicznych pozytywnych funduje mi od lat kolega DJ i tancerz, na którym trenuje damska kokieterie i prowokację,ot tak żeby nie wyjść z wprawy..O ile można wyjść z wprawy w czymś, czego się w sumie nie umie, a działa tylkoi wyłącznie przy jednym facecie ...
Czy kobieta z nadwaga może być seksowna?
Wiem, że to głupie pytanie i znam odpowiedz, może....
Tylko musi umieć.
skomentuj (1)
2008-02-21 21:10:36
Kryzys przygalopował wielkimi susami
smutna prawda jest następująca -
w moim zgorzknieniu mogłaby mi pomóc tylko miłosc i bliskość
a ja już nie wierze w to że ona jeszcze kiedys bedzie mi dana
jeśli nie wierzę to i nie okazuję po sobie gotowosci na cokolwiek
jeśli nie okazuję, to nikt nie zechce mi tego dac
a nawet jeśli spróbue , to i tak w to nie uwierzę
dziś nienawidzę wszystkiego i wszystkich
a najbardziej siebie
jak kiedykolwiek ktokolwiek ma mnie docenic, skoro sama nie jestem w stanie tego dokonac?
czy to znaczy ze ... ratunku naprawde już nie ma?
dlaczego mnie się nic nie udaje?
jak zwalczyć to wszystko?
chcę być sama a zarazem tak bardzo tesknię nawet za każdym z najgłupszych ćwoków którzy kiedykolwiek dali mi choc odrobinę ciepła...
skomentuj (1)
2008-01-27 22:55:16
No więc..
niby nie dokonałam super odkrycia na skalę swiatową ale jak na moją skale, owszem.
Otóż dziś uświadomiłam sobie , na przykladzie mojego profesora z Uczelni że...wiem już jaki jest mój ideał faceta.
Moj profe ma je wszystkie - radosć życia, łatwośc mówienia i poruszania życiowych tematów, autoironię, brak tendencji do wybielania się, i jest zajebiscie po prostu pewny siebie... Kiedy dzis powiedział ze jest ze swoich zajęć bardzo zadowolony i ma nadzieję że my tez, i dodał że jest zadowolony ze swojej pracy ..i zrobił mała wycieczkę personalną, ze wpojono mu że należy nie mieć kompleksów, więc stara sę ich nie mieć... i jest z siebie zadowolony
pomyślałam sobie że go podziwiam..
że uwielbiam go słuchać
że uwielbiam go za otwarte wygłaszanie kontrowersyjnych poglądów i zostawiania wszystkim prawa do niezgadzania się..
za to jak potraf zbudować zajebisty szacunek do siebie nie tworząc zadnej bariery, zachowując swój uśmiech i bezpśrednie traktowanie studenta jak równego sobie, co zapewne wynika z jego przekonania ze ma do czynienia z dorosłymi ludźmi
za to jak z uśmiechem patrzy za okno kiedy z topoli lecą tony kotów i mówi "patrzcie jak pieknie, jakby śnieg padał"
za to jak opowiada jak lubi siedziec w ciszy w parku i słuchac jak wiatr wieje
podziwiam gościa, po prostu i jest moim ideałem wykładowcy...
i przy okazji faceta..
a ze starszy a ze drobny a ze ...
niewazne , dla mnie wszystko jest w facecie atrakcyjne ,kiedy porwie mnie jego soobowość i kiedy bardzo siebie lubi takim jakim jest.
Patrzyłam dziś na tego i myślałam, jak zajebiscie atrakcyjny mi sie wydaje, myślałam o tym ze zdziwieniem...
był już taki jeden w moim życiu lat temu prawie 6 ...i nigdy go nie zapomnę
no suuper,a tym czasem na starość zuroczyłam sie jak koza z podstawówki w panu profesorze...
jakież to odświeżajace uczucie...
skomentuj (1)
2007-11-15 21:31:27
Nie lubię zimy
..jedyna jaką trawię to ta za oknem, taka jak teraz.. biało i zimno na zewnątrz,a tu cieplo i Mala Rodriguez Malamarismo w glosnikach..
tu mozna jej posluchac :)
Tak, Pani Mala wydaje sie umowic z wspomnianym w poprzedniej notce panem..
TIEMPO PA PENSA
wypowiada wszystko za niego..
chociaz on sam mowi to samo, wiec chociaz tyle.Pol roku.Tyle minelo..
ha, teraz juz przynajmniej wiem ,ze to kolejny ex-bumerang, ktory wraca..
Wraca z przeprosinami.
Z checia wytlumaczeni mi wszystkiego.
probowal wczesniej.
nie uwierzylam, dopoki nie okazalo sie ze ... regula w Outlooku wywalala jego maile prosto do skrzynki..
co mysle? hm. Dziwnie sie czuje, teraz kiedy wszystkie emocje tak opadly i przypominam sobie dwa miesiace , kiedy bylam szczesliwa,mimo ze daleko od niego, rozmowy, dotyk..Ostatnio odczuwam wiekszy brak fizycznosci niz duchowości, i tu tez jest co wspominać..
A jednak jestem spokojna.Wyjasnienie po co to dodawanie na msnie i rozmowy przez tydzien wyklaoraly wszystko - zaluje, zachowal sie jak gowniarz, wystraszyl sie tego ze uczucia rozwijaja sie tak szybko, a jestesmy tak daleko...Coz, satysfakcja owszem.Potwierdza wszystko co mowilam, bardzo ostroznie, delikatnie, nie szarzuje, nie przesadza z komplementami..
milo.ale wcale nie jestem przekonana
I dobrze.Zobaczymy jak bedzie dalej, mam zaproszenie do Londynu.. na spotkanie i rozmowę, nawet jesli po niej mielibysmy zostac tylko przyjaciolmi..
choc nie przeczy ze chce mnie odzyskac..
(cytuje oczywiscie)
zobacze co zrobie. Ciesze sie ze jestem spokojna i moge do tego wszystkiego podchodzic na dosc zimno.
skomentuj (2)
|
|